„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7) – słowo na listopad

Opublikowany: Autor: ks. Jan Markowski

Miej miłosierdzie dla człowieka – ks. Patryk Nachaczewski

 

 

Jako kapłan, ale też bardziej jako chrześcijanina, odczuwam wielką wdzięczność wobec Pana Boga za to, że całkiem niedawno mogliśmy przeżywać jubileuszowy Rok Miłosierdzia. Mieliśmy okazję na nowo odkrywać piękno Miłosierdzia Boga, o którym tak wiele mówił św. Jan Paweł II – nasz Rodak. Jednak wydaje się, że na pierwszy plan w rozważaniach nt. miłosierdzia, które były podejmowane w owym Roku Świętym, wysuwały się zagadnienia związane z praktykowaniem miłosierdzia wobec bliźnich. Stąd też zachęta, by czynić miłosierdzie, realizując to, co zapisano w tzw. liście uczynków miłosiernych względem ciała i duszy. Mówiąc wprost: człowiek wierzący musi być miłosierny – zawsze i wszędzie, wobec każdego człowieka bez wyjątku. Taka postawa stanowi istotę chrześcijaństwa.

W grupie 7 Pieszej Poznańskiej Pielgrzymki na Jasną Górę podjęliśmy jako zadanie (wyzwanie?) zastanowienie się, w jaki sposób możemy konkretnie spełnić czyn miłosierdzia względem ciała, i dalej, w jaki sposób może to dzieło stać się duchowym darem, który niesiemy do Matki Bożej. Chcieliśmy, by nasze konkretne postanowienia, realizowane zapewne w większej mierze dopiero po pielgrzymce, mogłyby stać się, jak mówiono, klejnotem w koronie Maryi. Z jednej strony sprawa wydawała się być łatwa. Po prostu trzeba komuś pomóc. Jednak każdy z nas odczuwał w sercu, że we wnętrzu człowieka nierzadko pojawiają się jakieś blokady, opory, które nie pozwalają hojnie otworzyć swoją dłoń i wyciągnąć szeroko ramiona wobec potrzebujących. Czasem w głowie pojawiają się myśli „Czy warto?”, „Czy to ma sens?”, „Może on zmarnuje te pieniądze?”, „Tak mu nie pomogę…” itp. W konsekwencji omijamy proszącego o pomoc szerokim łukiem… A może to Jezus w nim mieszkający prosił nas o pomoc?

Oczywiście, niekiedy możemy mieć wątpliwość, czy osoba, która prosi nas o wsparcie, rzeczywiście ma dobre intencje. Jednak z pewnością odpowiedzią na tego typu dylematy nie powinna być obojętność czy zlekceważenie. Nierzadko za tymi zewnętrznymi przejawami biedy materialnej, kryje się bieda duchowa – może jakaś choroba, może uzależnienie, może życiowa tragedia. Zlekceważenie człowieka nie pomoże – w żadnym wypadku. Może pomóc tylko miłość. Kupienie przysłowiowej bułki może stać się pretekstem do spotkania, do rozmowy, do modlitwy… Nasz czyn miłosierdzia nabiera głębszego wymiaru.

Pamiętam jedną z konferencji, którą wygłaszał niegdyś kapłan pielgrzymujący w grupie siódmej (ja wówczas byłem jeszcze alumnem), w czasie której padły słowa: „Łatwiej jest kupić biednemu coś do zjedzenia czy dać pieniądze – trudniej jest wziąć go do Macdonalda i posiedzieć z nim pół godziny”. To dało mi wiele do myślenia… Takie miłosierdzie praktykował Jezus – On chciał się z człowiekiem spotkać, chciał go poznać, chciał wsłuchać się w jego narzekanie, usłyszeć jego zmartwienia…  Nie ma zatem innej drogi w praktykowaniu miłosierdzia niż ta, którą wskazał nam Jezus, i  którą jest On sam.

Bądźmy zatem miłosierni! „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7)